WOJNA NA SŁOWA
"GHOST DOG: The Way Of Samurai THE ALBUM"
Od samego początku w twórczości Jima Jarmusch'a muzyka była jednym z bohaterów filmu. Podobnie jest w najnowszym dziele artysty - filmie "Ghost Dog: Droga samuraja", który został zaprezentowany 2 grudnia 2000 w ramach Dni Kultury Japońskiej w Łowiczu.
Wiadomo nie od dzisiaj, że muzyka dla tego amerykańskiego twórcy jest istotną częścią życia i zarazem materią do artystycznych działań. Związki Jarmusch'a ze środowiskiem muzycznym sięgają końca lat siedemdziesiątych, kiedy to wraz z grupą Del Byzanteens współtworzył tzw. scenę nowojorską. Ten twórca lubi otaczać się muzykami. Warto przypomnieć takie nazwiska jak: John Lurie, Tom Waits, Joe Strummer, Niel Young czy chociażby Roberto Benigni, który na początku swojej kariery również interesował się muzyką.
W przypadku "Ghost Dog" reżyser wybrał pulsującą muzykę z kręgu hip-hop i to w najbardziej radykalnej wersji tej muzyki. Hip-Hop jest trzecim, po jazzie i bluesie, gatunkiem muzycznym wywodzącym się z czarnych gett Ameryki.
Zespół Wu-Tang Clan w Stanach Zjednoczonych uchodzi - obok Public Enemy - za klasyka gatunku i za grupę najbardziej progresywną. Liderem i ideologicznym przywódcą formacji jest Robert Diggs ukrywający się pod pseudonimem RZA. Właśnie Diggs odpowiada za muzykę w tym niezwykłym filmie.
Na powstanie tej wyjątkowej ścieżki dźwiękowej niewątpliwie miały wpływ związki RZA z kulturą azjatycką. To właśnie wpływy chińskiego taoizmu i islamskiej nauki sekty Five Percent Nation złożyły się na ukształtowanie oryginalnego stylu Wu-Tang Clan. Panowie rymują o Bogu, miłości, seksie, rasizmie prorokując zarazem zbliżającą się apokalipsę.
Raperzy z Wu-Tang Clan używają swojego języka, aby walczyć rymami jak ostrzem miecza. Język w tym przypadku staje się ich orężem. Cała artystyczna działalność RZA i kolegów ma nieść swoiste filozoficzne przesłanie. Sam RZA uważa się za proroka, wskrzesiciela, naukowca, biznesmena i muzyka.
W filmie muzyka żyje wręcz w symbiozie z obrazem. Jej tempo i duszna atmosfera wprowadzają w hipnotyczny trans. Przyznać trzeba, że całość robi wrażenie. Bez obrazu jest trochę gorzej. Osobiście ten gatunek muzyki jest mi obojętny, natomiast dla wielbicieli hip-hopu ten album to pozycja zdecydowanie kultowa.
Zbyszek Stelmaszewski
|