|
Mordeczki ::: Obejrzyj zdjęcia z koncertu w Łowiczu ::: W piątek miałem wyjątkowo paskudny dzień. Po prostu są takie w tygodniu,"... że nic Ci się nie układa" (cytat z Urszuli Sipińskiej). Miałam wyjątkową chandrę i zupełnie straciłem ochotę na wieczorny koncert grupy Mordy. I pewnie zrezygnowałbym z tego wydarzenia, gdyby nie mój syn, który widząc podłość mego nastroju namówił mnie na wyjście. I za to z tego miejsca serdecznie mu dziękuję. Bo sporo straciłbym nie odwiedzając "Dziupli" w piątkowy wieczór. Pierwsza miła niespodzianka już na "dzień dobry" - w naszej kawiarni pojawiło się piwo! Nie jest to może epokowe osiągnięcie, w końcu w kilku innych tego typu przybytkach na świecie też pojawia się ten cudowny płyn. Ale ostatnio w "Dziupli" złotego napoju nie było. Z tego co się dowiedziałem to tylko tymczasowy luksus. A szkoda. Ale sami po trochę droga młodzieży jesteście sobie winni.Po drugie na Mordy przyszło całkiem sporo ludzi. W naszym mieście praktycznie tylko dzięki ŁOK-owi cokolwiek dzieje się a'propos muzyki. Już nigdzie poza ulicą Pijarską nie posłuchasz drogi ziomku rock'n'rolla. Więc młody naród jest spragniony muzyki na żywo i każdą propozycje bierze w ciemno. Tym razem na pewno się nie rozczarował. Bo Mordy to rzeczywiście w tym co robią są dobrzy. Kapelę wypatrzył ( a w zasadzie wysłuchał) Zbyszek Stelmaszewski, jeden z animatorów Och! Festiwalu. Jest jednym z nielicznych, którzy znakomicie znają polską scenę alternatywną, a co ciekawsze zespoły namawia na występy nad Bzurą. Oczywiście koncert w ramach Festiwalu musiał pasować do wysokiego poziomu artystycznego (tak, tak w Łowiczu gościmy prawdziwą sztukę) imprezy. Wybór padł na sopocką kapelę. Nie bez powodu. Lider i gitarzysta zespołu Marcin Dymiter to jedna z najważniejszych postaci wciąż podziemia alternatywnego. Napisałem podziemia, bo tak na prawdę zespoły grające ciut trudniejszą muzykę nie mają prawa zaistnieć szerzej. W naszej "rynkowej" rzeczywistości nie ma miejsca dla tego typu przedsięwzięć. Muzyki granej przez Mordy nikt nie chce wydać na krążku. Oczywiście przyczyną jest szmal. Nie ma nagrywania bez zarabiania. Zupełnie inaczej jest w krajach rozwiniętych, a przykładem posłużę się Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Za wielką wodą wydaje się płyty Bon Joviego, ale wielkie firmy fonograficzne wypuszczają także (w mniejszym nakładzie, bez zysku) muzykę mniej popularną, ambitniejszą. To co zarobi dla wydawcy rzeczony Bon Jovi wystarczy by stracić na czymś innym. Choć jak się domyślacie w Ameryce nie lubią za bardzo tracić. A u nas? Dymiter i jemu podobni raczej nie mogą liczyć na miejsce na radiowej antenie. A szkoda.Ale wróćmy do osoby do lidera grupy. Dymiter to nie tylko Morda nr 1. To również były członek zespołu Ewa Braun, zespołu dla wielu kultowego. Poza tym Marcin często włącza się w różne oryginalne projekty. Jeśli coś drogi Kącikoczytelniku usłyszysz nie przypominającego telewizyjnej papki, a będzie to pochodziło z Wybrzeża - możesz być pewien, że palce maczał w tym właśnie Dymiter. Koncert nieco się opóźnił. Ale to wśród rockmanów norma. Zresztą gitarzysta grzecznie za to przeprosił co było z jego strony bardzo miłe. No i się zaczęło. Kapelki pokroju Mord pierwsze numery traktują jako rozgrzewkę. W miarę upływu czasu muzycy wchodzą w trans i grają jakby całymi sobą. Na początku spokojnie. Dymiter szukał na gryfie wszelkich dziwnych dźwięków. Robił to m.in opakowaniem od płyty CD. Dawało to niesamowite brzmienie. Podobał sie basista, zresztą jego kolega z sekcji rytmicznej też nieźle naparzał. Mniej słyszalna była saksofonistka. A tego bardzo żałuję, bo kiedy kapelka się stroiła, słychać było, że pani dmiąca w stalową rurkę też zna się na rzeczy. Muzyka Mord to trochę jazzu, trochę rockn'rolla. Spokojne podróże a za chwile ostra jazda. Jak wspominałem nie najlepiej czułem się idąc na koncert. Po kilku minutach ich muzyki zapomniałem jaki zły miałem dzień. Kapelka wprawiła mnie w błogi nastrój i choć czasami zdrowo przypieprzyli to chętnie ich płytę włączyłbym sobie dla "chwili relaksu". Ale jak wspomniałem z tym będzie ciężko.Mordy to raczej instrumentarium,. Jeśli już Marcin śpiewa to najczęściej o dzisiejszym zwariowanym świecie. O wyścigu szczurów, o chęci posiadania. Szybkie samochody, konto w banku, grill w ogródku. Patrząc i słuchając tego zespołu pomyślałem, że takim jak oni nie zależy na tym wszystkim. Oni na prawdę grają dla siebie. A ich muzyka to wszystko co mają. Są żywi i prawdziwi. Bardzo mi zaimponowali. Gdybyście wiedzieli za jaką gażę do nas przyjechali...Myślę, że to znakomity pomysł występ tego typu zespołu. Młodzi ludzie w Łowiczu powinni uczyć się dobrej muzyki. Jeśli nawet nie przypadnie im do gustu, poznają coś nowego. A przecież należy się rozwijać. Nicht war...? P.S.Niestety nie zapytałem się członków kapelki o genezę powstania tak ciekawej nazwy grupy. Patrząc po ich twarzach nie zauważyłem niczego nadzwyczajnego. No może tylko tyle, że perkusista był łudząco podobny do naszego redakcyjnego kolegi Tomka Bartosa. Bogusław Bończak ::: Obejrzyj zdjęcia z koncertu w Łowiczu :::
|