Mulholland Drive  

- miejsce w którym wszystko się zaczęło

W ramach trzeciej edycji Och! Film Festiwal łowicka publiczność obejrzała najnowszy film Davida Lyncha "Mulholland Drive". Przez większą część filmu dwie piekne kobiety prowadzą widza za rękę i "snują linearną opowieść" - historię burzliwego trójkąta miłosnego i wplątania w tajemniczą intrygę kryminalną. Następnie widz zostaje puszczony i pozostawiony... własnej intuicji. Otacza go świat mroczny i tajemniczy, stworzony przez piękne, subtelne zdjęcia Petera Deminga oraz równie piękną i niepokojącą muzykę Angelo Badalamentiego (który sam gra w filmie epizod). Lynch w ostatnim dziele gwarantuje swoim zwolennikom nowe niesamowite (i niezapomniane) przeżycia a pozostałym dostarcza nie lada rozrywki w postaci rozwiązania misternie skonstruowanej zagadki: co tak naprawdę wydarzyło się na Mullholland Drive?

Podobnie jak "Blue Velvet" czy "Zaginiona autostrada", tak też "Mulholland Drive" przypomina koszmar senny, który przyprawia widzów o dreszcze. Również obie bohaterki, grane przez Laurę Elenę Harring i Naomi Watts, zachwycają grą i urodą, lecz rownież przerażają. W ich oczach widać w jednej chwili niewinność i strach, w drugiej grozę i nienawiść. David Lynch w oryginalny i sugestywny sposób odzwierciedla otaczającą nas rzeczywistość oraz ukazuje miejsca symbolizujące mozaikę ludzkich uczuć i przeżyć. ("Twin Peaks to nie miejsce, to stan ducha").

Uważa się za normalnego, przeciętnego człowieka, tylko, że swą normalność ukazuje w sposób niezykle piękny, często tajemniczy i zawsze sugestywny.
Jego najnowsze dzieło jest tego najlepszym przykładem.

P.S.
Tak jak chciałem być w Twin Peaks, tak pragnę znaleźć się na Mulholland Drive 6980, aby przeżyć to wszystko jeszcze raz.

Adam Heince