|
Drugi Obieg Art Festiwal 2000
W sobote, 21 pazdziernika AD 2000 urzadzilismy sobie wycieczke krajo- i muzykoznawcza do Lowicza co by zobaczyc czy te Molr Drammaz to naprawde takie fajne jak na plytach czy to tylko zaciety generator dzwiekow do lazienek. Dzien byl sloneczy, w miescie dworzec i kladka i kosciolow osiem podobno. Pierwsze zdziwienie - szukamy Osrodka Kultury, gdzie mial sie odbywac festiwal Drugi Obieg, jednak napotykana mlodziez tubylcza nic nie wie ;) cale szczescie pan straznik w urzedzie gminy (czy jakos tam) wiedzial :) Rozpoczecie imprezy tego dnia bylo coraz blizej, a tu zadnych tlumow. Pozniej troche sie zaludnilo, ale wszyscy przyszly nie na koncert tylko do knajpy, ktora przy sali, gdzie odbywal sie koncert, byla urzadzona. Dziwni ci ludzie. Najpierw byl performance o stypie przy muzyce Gavina Bryarsa "Jesus' Blood Never Failed Me Yet" i o piciu wodki i ze kogos juz nie ma i o swiecach swiecacych pinowo, co sie zaraz przewroca do podstawionych trumienek. Bylo smiesznie i powaznie, jak na prawdziwym preformance. Cale zajscie odbywalo sie w malutkim korytarzu, ale pomiescila sie tam prawie cala publicznosc festiwalowa. Pozniej wystep Sebastiana Buczka, co gra na instrumencie bialym (wlasnej roboty z pcv) dmuchanym i krobkowanym, rozszerzanym automatycznie u dolu, zjadajacym mikrofony. Co prawda Sebastian mowil ze wirtuozem gry na swojej konstrukcji nie jest, ale to chyba nieprawda bo solowki mu wychodzily wysmienice, grane z pelnym namaszczeniem i wyczuciem przebiegu improwizacji, konstrukcji dzwieku, powietrza i wydechow. A do tego smiechu bylo co niemiara. To po prostu trzeba zobaczyc i posluchac. I jeszcze poogladac instrument z bliska! Pozniej Sebastian puszczal pare z balonika i prezentowal plyty wlasnej produkcji, "tloczone" woskiem i blotem bodajze. Te plyty nastepnie graly, niestety wiecej bylo slychac ich szumu wlasnego niz nagrania rzeczywistego (gra Sebastiana na instrumencie), ale i tak noise byl niezly :) troche zabawny nastroj i ogolna radosc z obcowania w tworami Sebastiana popsul puszczany rozmazany obraz filmu "acid house" (pierwsza czesc). Po Buczku Andrew Nixon z lira korbowa i pan Doudek na bebenkach zagrali muzyke z gor, bardzo senna i nastrojowa, ladnie brzmiaca i troche nie z tego swiata, szczegolnie biorac pod uwage to co dzialo sie przed i po ich wystepie ;) Molr Drammaz zaczeli niesmialo jednym loopem, ktory zaczal wybrzmiewac jeszcze podcza smontowania sie zespolu na scenie. Nastepnie Wojtek pobenil, Asia podzwonila, przedstawila zespol i pozdrowilapublicznosc, ktorej dalej bylo niewiele a wlasciwie nic. Byla piosenka o trawie ze odejdzies zi oszalejesz, bylo o potykaniu sie o wlasnego banana, bylo o Normie w wersji duuuzo wydluzonej niz na plycie, ale jeszcze bardziej przejmujacej i zadziwiajacej, mimo ze bez tych superszybkich wokaliz to bylo rownie technicznie i Normalnie, bo wszystko w Normie. W ogole to utwor o niesamowitej dramaturgii. i po tym wlasnie widac ze Molr Drammaz to nie byle jaki, kolejny zespol chlopakow bawiacych sie komputerami. To zywa struktura, jedynie posilkujaca sie elektronika, z (jak przypuszczam) niezlym bagazem doswiadczen scenicznych, potrafiaca budowac swoja muzyke i tchnac zycie w konceptualne wywijasy. Moze to za sprawa Wojtkowej, specyficznej gry na jeszczebardziej specyficznym zestawie perkusyjnym, moze to osobowosc sceniczna Asi, tez rownie specyficzna i oryginalna,tak rozna od tego co prezentuja zespoly z wokalistami, liderami. Wszystko w tym zespole jest dziwne. I perkusja zywa jakas inna, niby to techniczna a tak bardzo naturalna, i dzwieki z komputera zupelnie nie razace swoja technicznoscia. W dodatku to pod koniec koncertu niezly noise sie zrobil, zarowno z komputera jak i na bebnach. I wszystko slicznie sie zgralo, chociaz - jak dowiedzielismy sie po koncercie - byl to przypadek, gdyz naglosnie bylo zrobione na czuja i zespol z dosluchow prawie sie nie slyszal. Wiec tym bardziej cieszy, ze wszystko tak niesamowicie zabrzmialo :) Ogolnie wielka frajda z obcowania z ta muzyka, tak bardzo nowoczesna i tworcza, a jednoczesnie tak pogodna i hmmm... swojska? A - byly jeszcze nagrania ktore Molry prezentowaly na Expo, kolejna niesamowita, tym razem na poly lingwistyczna podroz dzwiekowa. nie zdradze jednak co to bylo, bedziecie mili tym wieksza radoche ze sluchania tego zapierwszym razem. "szczesc Boze" :)) Potem byly jeszcze rozmowy wszyskich ze wszystkimi. Jak sie okazalo - my i zespol - wyszlismy z koncertu strasznie zadowoleni, oni graniem, my odbiorem. Szkoda tylko ze frekfencja byla az tak slaba, jak na reszcie imprez Drugiego Obiegu bylo tyle osob (a pewnie jeszcze mniej, bo nasza ekpia w ilosc czterech osob niezle wzmocnila widownie ;) to prosze panstwa kulturalna porazka. Ludzie organizuja taka impreze, a wiecej osob jest obok w knajpie niz na koncercie. O co chodzi? Mam nadzieje ze organizatorzy mimo wszystko sie nie zraza, ze dalej beda istniec sponsorzy lozacy na takie imprezy. I ze sluchacze zadni nowych doznan dzwiekowych beda bardziej mobilni i bedzie im sie chcialo czasem ruszyc do innego miejsca by posluchac czegos innego i oryginalnego.
Daniel Brożek dzemik@venco.com.pl Relacje z tygodnika Nowy Łowiczanin: Muzyczne odgłosy natury w Chełmońskim W ramach festiwalowych imprez w piątek od godziny 11.00 odbył się w Liceum Ogólnokształcącym im. J.Chełmońskiego w Łowiczu Warsztat eko. Czterech muzyków wykonujących alternatywną muzykę spotkało się z młodzieżą na II piętrze szkoły w pracowni biologicznej. Różne biologiczne preparaty, m.in. żaby w formalinie, szkielety ryb i inne modele stanowiły dość specyficzną scenografię jak na okoliczność występu muzyków z nurtu ekologicznego, oni sami jednak nie byli tym zbulwersowani, raczej rozbawieni. Pytani przez NŁ o swoje zdanie na temat tego typu preparatów odpowiedzieli: Nie jesteśmy ortodoksyjni, jeśli już kiedyś ktoś zabił te stworzenia, to trudno. Niech to służy, jak zobaczą jak to wygląda, to być może więcej nie będą zabijać. Duże zainteresowanie młodzieży wywołał pokazany przez muzyków film ?Anima Mundi?, którego czasami delikatna i spokojna, a innym razem agresywna i drapieżna ścieżka dźwiękowa jest inspirowana właśnie odgłosami przyrody. Obrazy pokazane w filmie przeplatały się - zwierzęta morskie, świat owadów, drapieżniki afrykańskie w czasie polowania, spojrzenie w oczy małpy i tygrysa, woda - wielkie fale morskie, gorąca lawa, powietrze i ogień. W szkolnej sali kilkadziesiąt par oczu z uwagą wpatrywało się w ekran telewizora. Muzyka momentami była tak rytmiczna, że uczniowie tupali nogami i podrygiwali. Po filmie przyszła kolej na bardziej aktywizującą część warsztatów. Marek Leszczyński zachęcał najpierw ich uczestników do rechotania, tak jak żaby: Zaczniemy od żaby, bo żaba jest najłatwiejsza, krowa byłaby zbyt obcesowa. Odblokujcie się, przecież jesteśmy sami swoi - namawiał. By pokazać, że nie jest to trudne. Piotr Kolecki (grający na sitarze), Marek Leszczyński (cymbały), Jan Kubek (bębny) i Andrew Nixon (Szkot grający na lirze korbowej) zarechotali, co wywołało na sali salwy śmiechu. A może zrobimy inaczej - podchwycił Kolecki - Najlepiej wychodzi wam śmiech, więc śmiejmy się cały czas. Po długich wybuchach śmiechu jeden z muzyków podsumował, że w ten sposób uzyskano efekt jarmarku typowego dla krajów dalekowschodnich. Dlatego później muzycy zagrali. Ich muzyka sprawiała wrażenie swobodnej zabawy dźwiękami, całkowitej improwizacji, chociaż opartej na wypracowanych już kanonach. Podczas późniejszej rozmowy z NŁ muzycy potwierdzili, że początek każdego utworu, jego koniec, długość i wejścia poszczególnych instrumentów zależą tylko od ich inwencji. Na zakończenie głośny dźwięk drewnianych dzwonków, krzyki uczniów i muzyków oraz brawa - zagłuszyły wszystko. Daliśmy sobie radę bez żab, chociaż z żabami i waszym udziałem byłoby lepiej - podsumował warsztaty jeden z grających.
Mirka Wolska - Kobierecka W głąb czy po wierzchu? Zakończony w niedzielę festiwal "Drugi obieg" relacjonuje - ale nie ocenia - Artur WasielewskiPo raz drugi w Łowiczu, w dniach 19 - 22 października, odbył się Art Festiwal "Drugi obieg", prezentujący dokonania niezależnych artystów, tworzących ciekawą, niekomercyjną, często wymykającą się wszelkim klasyfikacjom, przez co niekiedy niezrozumiałą i spychaną na margines sztukę. W czwartek 19 października festiwal rozpoczął występ Teatru Realistycznego ze Skierniewic, znanego z zeszłorocznej edycji imprezy. Przedstawiony na scenie w Dziupli spektakl nosił tytuł "Trylogia drobiowa", wyreżyserowany był przez Roberta Paluchowskiego. Jednym z rekwizytów używanych przez wykonawców był kurczak kupiony wcześniej w sklepie mięsnym... Zwolennicy kina mogli obejrzeć tego dnia dwa ciekawe filmy. The Acid House to film z muzyką takich wykonawców jak Nick Cave, The Verve, Primal Scream, drugim z filmów był Human Traffic. W piątek 20 października, w drugi dzień festiwalu o godzinie 11.00 w Przedszkolu nr 1 Asia Kucharczyk, muzyk zespołu Mołr Drammaz, poprowadziła z grupą dzieci warsztaty muzyczne. Celem warsztatów jest uwrażliwienie dzieci na dźwięk - mówi Asia Kucharczyk. Bardzo lubię pracować z dziećmi, jestem pedagogiem z wykształcenia, zarabiam ucząc dzieci grać na gitarze i pianinie. Po godzinie takich zajęć jestem w stanie powiedzieć o każdym dziecku jaki ma charakter, jakie zainteresowania i predyspozycje. Przedszkolaki poznały na spotkaniu egzotyczne instrumenty takie jak azjatycki bęben Tar, afrykański instrument Kalimba, czy bardzo dziwny instrument o charakterystycznym, piskliwym, metalicznym dźwięku, nazywający się "zmieniacz energii". Warsztaty nosiły nazwę "Tojetakecotaketo", pod tym samym szyldem wydana została płyta grupy Mołr Drammaz nagrana z grupą 34 dzieci z Katowic, a zawierająca kompozycje wymyślone i zagrane przez dzieci. Kilka godzin później, w pracowni plastycznej Łowickiego Ośrodka Kultury Piotr Kolecki z grupy Pathman poprowadził warsztaty plastyczne zatytułowane "Nic". Grupka członków koła plastycznego działającego przy ŁOK, pokrywała startym grafitem biały karton. Grafit, wtarty wacikami stworzył tło, na którym przy użyciu gumki do ścierania i ołówka młodzi plastycy próbowali zarejestrować swoje wyobrażenia powstałe w trakcie wykonywania pracy. To próba oderwania od rzeczywistości polegająca na dostrzeżeniu przypadkowego obrazu powstałego w świadomości i pójścia za tym, wchodzenia coraz głębiej w swoje ego. To chwilowe oddanie się medytacji, jaką jest twórczość - opisuje tę metodę Piotr Kolecki, na co dzień nauczyciel informatyki w Liceum Ogólnokształcącym w Rabce. W tym samym czasie swoje zainteresowania fotograficzne można było rozwinąć pod okiem łowickiego fotografika Jacka Foksa. Koncentrował się on na dwóch tematach: jaki jest najprostszy sposób robienia zdjęć oraz jak przy fotografowaniu zachować własna indywidualność i nie ulegać wpływom innych. Spotkania w ramach warsztatów będą kontynuowane. O godzinie 18.00 w Małej Galerii otwarta została wystawa prac małżeństwa Ani i Jarka Luterackich z Łodzi. "Papierowa", bo wszystkie prace wykonane są z papieru, a iluminacja bo wiele prac jest podświetlonych i odbija światło - powiedział o tytule wystawy "Papierowa iluminacja" Jarek Luteracki, wykonujący zawód dekoratora wnętrz. W wystawionych pracach, jakie można będzie w ciągu najbliższych dwóch tygodni obejrzeć w Małej Galerii, twórcy realizują swoje pomysły. Zobaczyć można tam na przykład wykonany z papieru... fotel, na którym, co dziwniejsze - śmiało można usiąść i popatrzeć na pracę przedstawiającą smakowite szprotki rozwieszone na niebiesko - czerwonym tle. Dwie godziny później fani ostrej muzyki mogli posłuchać i obejrzeć występy dwóch warszawskich kapel Wałkardana i Antidotum. Wokalista tej drugiej formacji w tamtym roku występował z zespołem folkowym Kapela ze Wsi Warszawa, jednak, jak sam na wstępie wyjaśnił, muzykę płynącą prosto z serca wykonuje z kapelą Antidotum. Uwagę przyciągała ciekawa fryzura perkusisty Antidotum - Bubka, do złudzenia przypominająca fryzurę basisty amerykańskiej grupy Ramones Dee Dee lub fryzurę sportowca Jacka Wszoły jaką ten nosił podczas olimpiady w Montrealu w 1976 roku. Dużą stratą był brak na festiwalu zapowiadanego stoiska muzycznego firmy Qqryq.
Trzeci festiwalowy dzień rozpoczęła prezentacja koncertów na video w kawiarni Dziupla. Zobaczyć można było występ Burning Spear i relację z jamajskiego festiwalu reggae. Z przeszło godzinnym poślizgiem rozpoczął się koncert na sali kinowej. Ciekawym wydarzeniem był koncert Sebastiana Buczka, nagrywającego swoją muzykę na płytach zrobionych z pszczelego wosku, oblanych złotem. Wydobywające się z gramofonu dźwięki świetnie korespondowały z rozmydlonym obrazem prezentowanego na ekranie filmu. Muzykę gór zaprezentowali potem Szkot Andrew Nixon grający na lirze korbowej wraz z jednym z najlepszych w Polsce muzyków grających na tabli Janem Kubkiem. Nixon przyjechał do Polski siedem lat temu zagrać koncert, poznał dziewczynę, z którą szybko się ożenił i pozostał w Polsce. Mieszka na podkrakowskiej wsi, utrzymuje się z muzykowania. Żona jest nauczycielką angielskiego. Dobry był też występ grupy Mołr Drammaz, prowadzonej przez rodzeństwo Asi i Wojtka Kucharczyków. Zespół po raz drugi zagrał w nowym, poszerzonym składzie. Kilka tygodni wcześniej zespół występował w pawilonie polskim na wystawie Expo 2000 w Hanowerze, prezentując region z którego pochodzi czyli Śląsk. Trudno określić rodzaj muzyki jaki prezentuje zespół, można powiedzieć że jest to nowoczesna elektronika. Mocne, czasami wręcz monumentalne brzmienie przywodziło na myśl słoweńską grupę Laibach. Zespół wykorzystuje komputery podczas swoich występów. Przyszłość muzyki to elektronika, w tej dziedzinie robi się coraz więcej ciekawych rzeczy, również w Polsce - uważa Wojtek Kucharczyk, na co dzień wykładowca grafiki w katowickiej ASP. W ostatni dzień festiwalu zobaczyć można było na video w kawiarni Dziupla występ jednej ze sztandarowych grup alternatywnych - amerykańskiego Residents, a o godzinie 16.30 występ na Rynku Starego Miasta rozpoczął Teatr Terminus A Quo z Nowej Soli, ze spektaklem Go. Występ polegający na przemieszaniu się w rytm transowej muzyki techno przebranych w czarne garnitury osób i przybieraniu przez nie różnych postaw, ze zdziwieniem ale i zainteresowaniem był obserwowany przez spacerujących po rynku przechodniów. Festiwal zakończył wspaniały koncerty grupy Pathman. Występ odbył się w Galerii Browarna, świetna akustyka tego miejsca, doskonałe oświetlenie i panujący tam klimat w połączeniu z muzyką stworzyły niepowtarzalny nastrój. Jestem bardzo zadowolony z festiwalu, może na niektórych imprezach było mało osób ale nie była to sztuka komercyjna, skierowana na ilość widzów - podsumowuje czterodniowy festiwal dyrektor ŁOK Maciej Malangiewicz.
Artur Wasielewski ![]() |