Meksykańskie psy  

Tak się niestety ułożyło, że najlepszy do tej pory film festiwalu był wyświetlany podczas transmisji skoków na olimpiadzie w Salt Lake City. W związku z tym "Amores Perros" nie zebrał tylu widzów ilu powinien. A szkoda, bo po pierwsze rzadko możemy spotkać się z meksykańskim kinem, a po wtóre, to naprawdę wybitny film.

Niby wszystko już znamy. Losy kilku bohaterów splatają się w pewnym momencie, a później poznajemy ich wcześniejsze perypetie. Taki zabieg stosowali już dawno najwięksi magowie wielkiego ekranu. Mistrzem takiego układu scenariusza jest oczywiście Robert Altman, a na uwagę z ostatnich propozycji zasługuje "Magnolia" Andersona. Trzy nowele w reżyserii Alejandro Gonzaleza I'narritu łączy pewien wypadek samochodowy i... psy.

Pierwsza opowieść to historia młodego chłopaka Octavia, który mieszka razem z matką, bratem i jego żoną. Rodzina ledwie wiąże koniec z końcem. Ramiro pracuje w sklepie, ale nie jest w stanie zapewnić rodzinie minimum egzystencji. Dlatego "dorabia" sobie napadami na sklepy. Octavio podkochuje się w pięknej bratowej, marzy o wspólnej ucieczce z nią do innego świata. Żeby zrealizować ten plan potrzebne są jednak pieniądze. Ale jak je zarobić? Tutaj Octaviowi pomaga jego pies. Okazuje się bowiem, że potrafi zagryźć każdego innego czworonoga i zostaje mistrzem w nielegalnych walkach psów. A to przysparza jego panu sporo forsy. Octavio zbiera pieniądze na wspólny wyjazd z ukochaną. Tyle tylko, że ta do końca nie jest pewna czy chce opuścić męża dla szwagra. Kiedy plan ucieczki jest dopięty, Octavio, niejako na pożegnanie, postanawia dać nauczkę braciszkowi. Zostaje mu ostatnia walka. Jeśli jego pies wygra, szmalu wystarczy na wiele miesięcy. Będzie żył dostatnio i to z kobietą swego życia. Niestety nieuczciwy rywal nie chce po raz kolejny przełknąć goryczy porażki i strzela do jego psa. W rewanżu Octavio rani go nożem, a uciekając samochodem przed zemstą, powoduje wypadek samochodowy. Co gorsze uwielbiana przez niego szwagierka wybiera swego męża - zabiera uskładane pieniądze i odchodzi.

W spowodowanym przez Octavia wypadku najbardziej ucierpiała prowadząca pojazd piękna modelka. To właśnie historia życia Walerii stanowi drugą z nowel. Ma wszystko co chce - pieniądze, sławę, wspaniały kontrakt reklamowy. I ma jeszcze ukochanego, który w końcu postanawia odejść od żony i zamieszkać z nią. Niestety przydarzył się ten feralny wypadek i wszystko ulegnie zmianie. Operacja uniemożliwia pracę, idylla romansu zaczyna być jedynie dalekim wspomnieniem. Do tego czworonożny ulubieniec naszej bohaterki wpada w dziurę w podłodze i nie może z niej wyjść. To największa z tragedii jaką można sobie wyobrazić! Ale to nie wszystko złe, co może się jej przydarzyć. Operowana noga nie goi się i trzeba ją w końcu amputować.

Trzecia nowela opowiada historię nietypowego płatnego mordercy. Chivo jest nędzarzem. Mieszka w opuszczonej fabryce z gromadą psów, bo tylko z nimi może się porozumieć. Ale nie zawsze ten zaniedbany starzec żył na marginesie. Był nauczycielem akademickim. Jednak w pewnym momencie zostawił żonę i córkę, by przystąpić do antyrządowej grupy terrorystycznej. Pojmany, spędził ponad 20 lat w więzieniu. Jego córka myśli, że nie żyje, a on nie może sobie darować, że kiedyś dokonał tak fatalnego wyboru. Teraz już o tym wie. Trochę za późno. Coś się w nim łamie, kiedy dostaje zlecenie zabicia młodego biznesmena. Postanawia odnaleźć córkę, opowiedzieć o sobie...

Film meksykańskiego debiutanta zaskakuje dojrzałością (scenariusz przerabiany był ponad 30 razy!). Jest znakomicie sfotografowany, każda z części inaczej. Opowieść o Octavio, to brudne dzielnice, krew zwierząt bieda wielkomiejskich przedmieść. Romans Walerii i Daniela to pastelowy świat bogatych sfer. Z kolei smutna historia Chivo - brak światła i przestrzeni.

"Amores perros" swoich bohaterów nie klasyfikuje jednoznacznie. Nikt tu nie jest do końca zły, ani bez skazy. Octavio chce zapewnić dobrą przyszłość szwagierce i jej dziecku, ale jednocześnie nasyła zbirów na swego brata. Daniel jest kochającym partnerem, ale również egoistą który zostawia żonę i dzieci. Chivo to morderca, ale serce mu krwawi z tęsknoty za córką, daruje życie "kontraktowej ofierze". Czy oglądając ten film z dalekiej Ameryki możemy się odnaleźć w ich rzeczywistości? Pewnie, bo takie historie zdarzają się wszędzie, pod każdą szerokością geograficzną. Ludzkie życie jest strasznie pokręcone. Ale nie zawsze się w nim przegrywa. Bohaterom obrazu Inarritu akurat się nie udaje. Poniekąd sami są sobie winni. Jednak wierzę, że i tu i tam można być szczęśliwym człowiekiem.

Nie tak jak Tereska czy Octavio...

Bogusław Bończak

Nazwa.pl